Popularne posty

Teraz czytam

Teraz czytam

Wkrótce!

Wkrótce!

Oceny

10/10 - Arcydzieło
9/10 - Rewelacja
8/10 - Bardzo dobra
7/10 - Dobra
6/10 - Niezła
5/10 - Średnia
4/10 - Ujdzie
3/10 - Słaba
2/10 - Bardzo słaba
1/10 - Nieporozumienie

PATRONAT

PATRONAT
PO ZŁEJ STRONIE LUSTRA

Liczba odwiedzin

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

środa, 22 lutego 2017
Autor: Graham Masterton
Tytuł: Dziedzictwo
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 232


















Tematyka nawiedzonych domów jest chyba jedną z najbardziej pielęgnowanych wśród twórców gatunku horroru. Nie jeden raz czytaliśmy o nawiedzonych lasach, jeziorach, samochodach, zamkach itp. "Dziedzictwo" jest klasykiem w pełni znaczenia tego słowa. Został on w 2000 roku wznowiony po raz czwarty przez Dom Wydawniczy Rebis. Przez miłośników gatunku traktowany jest jako dobre czytadło i cieszy się ogromną popularnością. Można zadać sobie pytanie, czy książkę o nawiedzonym krześle można traktować w ten właśnie sposób?

Pewnego ranka pod dom Ricky`ego Delatolli podjeżdża furgonetka, a on nawet nie podejrzewa, że wkrótce jego życie się zmieni. Antykwariusz wbrew woli Ricky`ego wyładowuje z furgonetki mahoniowe krzesło i odjeżdża. Delatolla jest na tyle zauroczony meblem, że zabiera je do domu. Musi się jednak nieźle wysilić, gdyż krzesło waży sporo więcej niż się wydaje. Tyle właśnie waży demon, który w nim tkwi.

Od momentu, gdy krzesło znajduje się w salonie Ricky`ego zaczynają dziać się straszne rzeczy- jego dziecko zapada w śpiączkę, liście opadają z drzew mimo, że jest środek lata, temperatura w domu gwałtownie spada, a bohaterowie popadają w obłęd. Sytuacje staje się bardziej ciekawsza i dramatyczna, gdy pojawia się ksiądz z zamiarem odprawienia egzorcyzmów.

Książka nie jest specjalnie gruba, ale ciekawa. Masterton potrafi pochłonąć czytelnika w fabule już od pierwszych stron. Znajdziemy tu dobry seks, sporo krwi, rozwścieczonego demona i rytuał egzorcyzmów. Mamy tu wspaniały klimat, który kojarzy się ze starymi horrami klasy B. Posiadłość Delatolli z pozoru niczym się nie wyróżnia, ale jest przedstawiona przez autora w taki sposób, aby czytelnik mógł poczuć panujący tam chłód, zobaczyć to, co ciężko zobaczyć - Masterton w takich opisach jest prawdziwym mistrzem.

Zdarza się mu natomiast knocić sceny finałowe. Tak jest i w tym przypadku. Nie wiem skąd się wziął pomysł na tak absurdalne zakończenie, ale to, że jest ono największym mankamentem książki jest prawdą i nie da się tego podważyć. To już ocenicie sami podczas lektury, do której Was zachęcam.


Ocena: 9/10

0 komentarze: